Menu
Święta
Sakrament Komunii
I Komunia - Święta?
Przekrojem przez lata
Reklama
Statystyki
statystyka

Kontakt


Przekrojem przez lata
czyli cały ten cyrk


Pierwsza komunia dziecka to według nauk chrześcijańskich wydarzenie wyjątkowe, sakrament chrześcijańskiej inicjacji o głębokim duchowym wymiarze.
Tymczasem teoria mija się z praktyką o całe lata świetlne.
Rodziców najbardziej absorbuje organizacja imprezy i sprostanie związanym z nią wydatkom, siegającym wielokrotności miesięcznych pensji.
Chrzestni dokonują finansowych akrobacji, by zafundować chrześniakowi prezent nie gorszy niż otrzymają jego koledzy.
Gość nie pozwoliłby sobie na uczestnictwo w przyjęciu bez prezentu.

A przecież najważniejszym prezentem dla dziecka powinno być spotkanie z Chrystusem...
Zanika sens największego daru, jaki może otrzymać chrześcijanin.
Przeżycie traci religijny wymiar zamieniając się w imprezę, komunię już nie świętą.

Jak to się stało, że w katolickim kraju za jaki uważa się Polskę pierwsza komunia dziecka stała się wydarzeniem komercyjnym?
Jak było kiedyś, jak jest dzisiaj, jak być powinno?

Lata 50
Okres kryzysu, powojennej biedy i czas największych represji władz.
Komunie były sprawą indywidualną, świętem rodzinnym obchodzonym bardzo skromnie.
Niekiedy, zwłaszcza na wsiach, ledwie zauważanym. Nierzadko dziecko szło do kościoła samo, ubrane schludnie, ale w zwykłym ubraniu i bucikach. Zdarzało się, że dzieci wiejskie szły boso. W miastach komunie były lepiej zorganizowane, łatwiej też było o odzież, choćby przerobioną, używaną, czy pożyczoną.
Prezentami, o ile się je dostawało, były obrazki o tematyce religijnej z napisem "Pamiątka I Komunii", czasem oprawione, ryngraf z wygrawerowaną datą i podpisem, medalik, różaniec, książeczka do nabożeństwa. Czasem w miarę możliwości finansowych jakiś "cywilny" drobiazg lub symboliczna kwota pieniężna.
Przyjęć okolicznościowych nie robiono, w bardziej zorganizowanej wspólnocie przygotowywano dzieciom jedynie (najczęściej składkowe) śniadanie. Zazwyczaj na plebanii, przy dobrej pogodzie w ogrodzie, przy gorszej w pomieszczeniu, a standardowo posiłkiem była słodka bułka i kawa z mlekiem, lub bułka z szynką, kakao i ciastko.
Był to miły, wzorowany na agapach zwyczaj, poniekąd praktyczny zważywszy, że do komunii dziecko przystępowało na czczo, choć większe znaczenie miało poczucie bliskości katechety i łączącej obecnych wspólnoty.
W domu ograniczano się do bardziej uroczystego obiadu kończącego oficjalną uroczystość.

Lata 60
Czas laicyzacji oświaty, w którym usunięto nauczanie religijne ze szkół i początek organizacji punktów katechetycznych w budynkach kościelnych. Jednocześnie początek katechizacji kerygmatycznej, nauczania religii jako wezwania bożego skierowanego do człowieka, oraz zaangażowanie do katechizacji sióstr zakonnych.
Oprócz zwykłych nauk na lekcjach religii przed pierwszą komunią organizowano rekolekcje dla dzieci i organizacyjne zebrania rodziców.
Komunie były obchodzone uroczyście, ale skromnie. Obecność rodziców i chrzestnych stała się nieodzowna, dbano też o odpowiedni strój. Dziewczęta z lilijką, w tradycyjnej bieli sukien i wianuszków, coraz częściej w rękawiczkach i z przewieszoną przez ramię białą sakiewką lub torebeczką, chłopcy ze świecami, w garniturkach lub marynarkach, (czasem jasnych, częściej ze względów praktycznych ciemnych, by można je było później wykorzystać) i długich spodniach.
Podobnie jak w poprzednich latach organizowano wspólne śniadanie, a stoły stały się bardziej urozmaicone.
W domu organizowano tradycyjny obiad, na który chętnie zapraszano rodzinę i gości.
Zwiększał się dzięki temu rodzaj i ilość prezentów dla dzieci, każdy starał się czymś je obdarować, a wśród podarków przeważały już przedmioty nie związane z religią . Często kilka osób składało się na prezent jeden, ale bardziej kosztowny. Prym wiodły radzieckie zegarki, z czasem pojawiły się aparaty fotograficzne, książki, albumy i globusy, zdarzało się, że kupowano sprzęt sportowy lub wymarzony rower.

Lata 70
Dynamiczny rozwój przemysłu, wzrost zarobków i propaganda sukcesu, a w opozycji wobec systemu oparcie w wartościach religijnych.
Jakby na przekór systemowi, komunie obchodzono bogato i hucznie. Rodzice zdawali się prześcigać w pomysłach i eksponowaniu majętności.
Dziewczynki ubierano w kosztowne długie sukinie, pełne falbanek, koronek, tiulów i haftów, a same dodatki stanowiły całą wyprawę. Wianuszki, weloniki, diademy, wymyślne fryzurki, rękawiczki i torebki, koronkowa bielizna, rajstopki z odpowiednim wzorkiem, pantofelki, pelerynki i zarzutki ozdabiane puchem czy futrem przyprawić mogły o zawrót głowy. Chłopcy w coraz elegantszych garniturach z kwiatem lub dyskretną chusteczką w butonierce i koszulach na miarę, dobranych skarpetkach i galowym obuwiu.
Coraz wyraźniej zaznaczała się przepaść pomiędzy "bananowymi dziećmi" a tymi z domów mniej zamożnych.
Ostentacyjna przesada wzbudzała u jednych rozgoryczenie, u innych zrozumiały niesmak, a kościół nawoływał do pohamowania pychy i zachowania umiaru.
Coraz częściej odstępowano od tradycyjnych grupowych śniadań, a domowe kameralne obiady zmieniły się w bogate i wielogodzinne przyjęcia.
Na komunijne prezenty standardowo już kupowano rosyjskie zegarki, aparaty fotograficzne, radia tranzystorowe i rowery "składaki" marki Wigry lub wręczano gotówkę.

Lata 80
To czas Papieża i niewielkie odprężenie, ale jednocześnie uwidocznienie kryzysu i coraz większe braki w zaopatrzeniu.
Czas zarobkowych wycieczek i wyjazdów zagranicznych, Czarnobyla i stanu wojennego.
Opustoszałe sklepowe półki i tym samym ogólnie skromniejsze komunie, aczkolwiek stoły ratowano prywatnym świniobiciem czy zakupem rąbanki.
Dziewczęce komunijne sukienki z zagranicznej krempliny, wciąż pełne falbanek, szczypanek i bufek, ale nierzadko tiul zastępowano gęstą firanką i coraz częściej dyskutowano nad ujednoliceniem strojów.
Do wachlarza komunijnych prezentów na długo wpisały się złote drobiazgi. Najczęściej rosyjskie i tureckie łańcuszki z medalikami, kolczyki i pierścionki, asortyment wzbogacił się też o wielokolorowe długopisy, zegarki elektroniczne, radia i magnetofony.

Lata 90
Czas społecznego, politycznego i gospodarczego chaosu, żenującej poziomem czwartej władzy masowych mediów, gruntownych przewartościowań, nowych priorytetów i zaniku autorytetów, krachu gospodarki i rynku pracy, bezrobocia i nierówności społecznej, globalizacji i masowej emigracji.
Salony ślubne wypełniły się całymi kolekcjami komunijnej odzieży. Chłopięce jasne garnitury, dziewczęce kreacje z atłasu pełne haftów i koronek, cała gama dodatków i gadżetów. W strojach ponownie uwidoczniły się różnice materialne i podział społeczny na dzieci z rodzin bogatych i biednych. Z tego względu zdarzało się, że pojawiły się żądania rodziców by dzieci były rozdzielane na grupy i do komunii przystepowały w innych godzinach.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych dla ujednolicenia stroju wprowadzono alby.
Nie wszędzie spotkało się to z akceptacją rodziców i zrozumieniem.
Początkowo wielu rodziców odmówiło podporządkowania się innowacji przeforsowując swoje zdanie.
Inni podporzadkowywali się po przegłosowaniu, ale starali się wyróżnić swoje dziecko uzupełniając strój markową bielizną, obuwiem i kosztownymi dodatkami.
W tym czasie typowym prezentem komunijnym stał się rower górski, a wśród nowości pojawiły się walkmany, komputery, telefony komórkowe i pielgrzymki do Rzymu.

Współcześnie
Chociaż obowiązującym strojem komunijnym są alby, nadal rozkwita komunijna prezentomania.
Skłonność do absurdów to już polska narodowa specjalność.
Przyjęcia z okazji komunii coraz częściej organizowane są poza domem, w wynajmowanych lokalach.
W zestawie komunijnych prezentów pełne wodotrysków komórki telefoniczne, walkmana wyparł iPod, aparat fotograficzny koniecznie musi być markowy, ale lepiej kamera i chociaż w łaskach wciąż jest komputer, bardziej pożądanym jest laptop.
Już nie rower a motorower stylizowany na skuter lub sportowy motocykl, już nie pielgrzymka do Rzymu, ale atrakcyjna wycieczka, już nie tylko wizyta u fryzjera, ale w solarium lub salonie kosmetycznym.
Ostatnio na topie korekta uszu, by dziewczynkom nie wystawały spod wianka a u chłopców nie rzucały się w oczy...
Czy to już szczyt absurdu?
A może mięśnie z siłowni, odsysanie tłuszczu i korekta nosów?

Pocieszające jest, że mimo wszystko część rodziców zachowuje zdrowy rozsądek, skupiając uwagę na dziecku i nie ulegając snobizmowi i staropolskiemu zwyczajowi "zastaw się a postaw się" urządza skromne i bezalkoholowe przyjęcia komunijne, tylko dla najbliższej rodziny i chrzestnych.
Zdarza się też, że prezenty wręczane są dziecku kilka dni wcześniej, by zdążyło się nimi nacieszyć i w dniu komunii mogło skupić na tym, co najważniejsze.

Polecane
Praca przez internet

Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!
Reklama
Konkursy

Strona autorska. anta©2008 all rights reserved.